niedziela, 4 sierpnia 2019

121. Niewidzialny most



Autor: Julie Orringer 
Tytuł: Niewidzialny most 
Seria: Szmaragdowa seria 
Kategoria: Literatura obyczajowa i historyczna 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tłumaczenie: Nina Dzierżawska, Agnieszka Mitraszewska


Jest rok 1937. Młody Węgier żydowskiego pochodzenia Andreas Levi przyjeżdża do Paryża na studia architektoniczne. Między czasie na prośbę pewnej kobiety ma za zadanie dostarczenie tajemniczego listu. Adresatem okazuje się nauczycielka baletu Klara Morgenstein. Mimo dzielących różnic oraz wielu sekretów Andreas i Klara zakochują się w sobie. Tuż przed wybuchem wojny postanawiają wrócić do Budapesztu. Nie spodziewają się jednak obrotu spraw oraz nieszczęść spowodowanych wojną.  

Pewnie każdy z was posiada przynajmniej jedną książkę, do której zabieracie się latami, przez co zalega ona na waszych półkach. Dla mnie taki przypadek to m.in “Niewidzialny most”. Mimo pozytywnych recenzji, a także tła historycznego najzwyczajniej w świecie nie miałam ochoty na tę cegłę (ma około 750 stron). Jak się okazuje, zawarta w niej fabuła jest trochę inna od tej, która pojawia się w Polsce. Zwłaszcza że temat poruszany, w naszym kraju pokazany jest chyba w każdy możliwy sposób. Dodatkowo autorka przenosi nas do świata Węgrów i ich realiów wojennych, których praktycznie wcale nie mówi się w szkolnych podręcznikach. Całość powoduje ciekawą podróż, w których mimo trudnych czasów, najważniejsza jest miłość. 

Mimo że książka podzielona jest na pięć części, dla mnie jest dwie: życie w Paryżu oraz w Budapeszcie. W stolicy Francji bohater zaznał beztroski i uciech wraz z Klarą. To tam mógł oddać się swojej pasji, architekturze. I to tam poznał siłę przyjaźni. Jednak życie, jakie musi wieść później w Budapeszcie, powoduje, że dla Andreasa Paryż stał się bajką i szalonym wspomnieniem. A wszystko to łączy się pod postacią miłości Andreasa i Klary. Zostało to opisane w dosyć delikatny sposób, bez drastycznych ani cielesnych relacji. A mimo to, w tym wszystkim przeważa smutek. Od pierwszej do ostatniej strony odczuwałam ogromne przygnębienie. I pomimo promyków szczęścia i powodzenia, nie dało się w żaden sposób odsunąć tego uczucia. Jednak to chyba typowe z taką tematyką, gdzie śmierć stoi na ulicy (i to dosłownie). Nie da się również ukryć, że sytuacja Żydów Węgierskich opisana w książce różniła się od Polskich. Mogli oni chodzić swobodnie po ulicy i wynajmować mieszkania, a także legalnie pracować. Poza tym do czasu niemieckiej okupacji, żydzi nie byli masowo eksterminowani. Dlatego też, podczas czytania losów rodziny Levi ich przyjaciół można się lekko zdziwić z ich swobód. Oczywiście nie było idealnie. Zwłaszcza patrząc na obozy pracy, do których byli wysyłani. Było też cierpienie spowodowane rozłąką rodzin i przyjaciół. I oczywiście tragedie będące już po 1944 roku, łamiące serce i duszę każdej osoby.  

Głównym problemem, jaki mam z tą książką jest rozwlekanie fabuły. Często zanim pojawił się wątek decydujący o losie bohaterów, poprzedzał go jakiś mniejszy, mało istotny. Jednak zamiast przejść to ważnych wypadków postaci, przechodził on w kolejny nieistotny. I po części rozumiem ten zabieg, ponieważ takie małe wypadki budują charaktery postaci. Jeszcze bardziej uczłowieczają je jako postacie występujące w tekście. Mój problem jednak polega na tym, że wiele tym mało istotnych wątków było bardzo nużące. Co pewien czas odkładałam książkę, bo byłam nią zmęczona. Jednak właśnie tak jest z wielostronicowymi powieściami. 

“Niewidzialny most” to książka, po którą warto sięgnąć. Nie tylko, aby dowiedzieć się, jak wyglądało życie Węgrów w czasie Drugiej Wojny Światowej, ale także, by poznać niezwykłą miłość, której los funduje kłody pod nogi. Ostrzegam jednak, że to nie jest historia na jeden wieczór. Lecz treści, które chciała przekazać autorka, nie nadają się na lekką powieść.  

Moja ocean: 7/10

7 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce, ciekawa :)
    pozdrawiam, Pola.
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam te książkę na półce i od kilku miesięcy dziwnym trafem ją omija. Może teraz to się zmieni, bo coraz bardziej mnie ciekawi ta historia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi ciekawie, ale mimo to jakoś mnie nie przekonuje... Lubię takie cegły, a i temat jest w moim stylu, ale na razie sobie ją odpuszczę :)

    Serdecznie zapraszam do siebie na lustrzana nadzieja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę,że kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta tematyka i ta seria jak najbardziej mnie interesują, dlatego cieszę się, że ten tytuł jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z wielkim zainteresowaniem zapisuję na listę. Mam nadzieję, że szybko ją dorwę w swoje rączki.

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest książka w moim typie! Z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń