wtorek, 30 kwietnia 2019

109. Dzień ostatnich szans



Autor: Robyn Schneider
Tytuł: Dzień ostatnich szans
Wydawnictwo: Otwarte
Kategoria: Literatura młodzieżowa
Tłumaczenie: Aga Zano

Lane to chłopak, który ma zaplanowaną przyszłość i dąży do celu, aby osiągnąć swoje ambicje. Wszystko jednak zostaje zniszczone przez hipergruźlice, chorobę, na którą nie ma leku i jedynym rozwiązaniem jest kwarantanna. Początkowo Lane próbuje żyć tak jak wcześniej, lecz szybko zdaje sobie sprawę, że nie jest to możliwe. Wraz z nowo poznaną grupą chorych którym przewodzi Sadie, znajoma z wakacyjnych kolonii postanawia robić rzeczy wcześniej nieznane.  

Po książce “Początek wszystkiego”, w ciemno wzięłam do kolejną pozycję Robyn Schneider. Jak na młodzieżówkę, miała ona ciekawą historię, morał i na pierwszym planie nie było romansu.  Natomiast “Dzień ostatnich szans” okazała się dla mnie odrobinę gorsza niż pierwsza książka autorki. Niemniej jednak czytało mi się ją dosyć przyjemnie.
  
Mogłoby się wydawać, że temat choroby będzie na pierwszym miejscu, ze względu na powód znalezienia się postaci w tym ośrodku. Dla mnie jednak głównym wątkiem są doświadczenia związane ze zmianą własnego życia. Według mnie zostało to przedstawione dobrze, bo postacie widzą dwie strony medalu wszystkich zmian i doskonale zdają sobie sprawę, że nic w tej sytuacji nie jest idealnie. Nie chcieli jednak użalać się nad sobą, dlatego też robili wszystko, co robią zwykli nastolatkowie. I w pewnym momencie ich działania stały się za bardzo lekkomyślne i samolubne. Przekroczyli granice, które mogły skrzywdzić nie tylko ich, ale i niewinnych ludzi.  

Największym minusem tej książki, który mnie drażnił przez całe czytanie, było tempo akcji. Bohaterowie przez kilka dni się nie lubili, a potem w dość krótkim czasie stali się sobie bliscy. Było to dla mnie dość nielogiczne. Czasami również nie mogłam się połapać, w jaki sposób tak szybko do wszystkiego dochodzi.  Chyba wole, kiedy bohaterowie dochodzą do pewnych relacji w bardziej spowolniony sposób, małymi krokami, aby zdobyć własne zaufanie. Natomiast z tym tempem było dla mnie trochę sztuczne.  

Sama hipergruźlica nie istnieje. Jak sama autorka przyznaje w posłowiu, ze względu na zainteresowanie tą chorobą postanowiła stworzyć taki element do książki. Według mnie zostało to dobrze przedstawione. Każdy z symptomów ma odzwierciedlenie do choroby, która największe żniwo zbierała w XIX wieku. Dzisiaj jednak można ją wyleczyć. Nie oznacza to, że na świecie nie istnieją tego typu choroby.  Od dawna słyszy się, chociażby o AIDS, czy eboli.  I reakcje innych ludzi na chorych są podobne, do tych przedstawionych w książce.  

To nie jest zła książka.  Ma ciekawą fabułę, zwłaszcza jeśli lubicie, kiedy miejsce akcji dzieje się w szkole z internatem. Poza tym ma morał, który może być ważny dla młodzieży. Mimo to czuje lekki niedosyt. Być może jest to spowodowane małą ilością stron, dlatego też akcja musiała być przyspieszona. Mam też wrażenie, że mniej związałam się z bohaterami niż przy “Początku wszystkiego”. Nie mniej “Dzień ostatnich szans” jest warta polecenia, zwłaszcza dla nastolatków.  

Moja ocena: 6,5/10 

2 komentarze:

  1. Jakoś specjalnie tej książki szukała nie będę, ale jeśli nadarzy się okazja, to nie odmówią sobie lektury.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam w moje skromne blogowe progi. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka nie specjalnie mnie zainteresowała, ale na pewno znajdzie grono wiernych czytelników :)
    Pozdrawiam, Pola
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń