poniedziałek, 14 sierpnia 2017

45. Kod Leonarda da Vinci

  

Autor: Dan Brown
Tytuł: Kod Leonarda da Vinci 
Seria: Robert Langdon
Liczba stron: 568
Wydawnictwo: Sonia Draga
Kategoria: Sensacyjny, kryminał 

Znany i ceniony historyk oraz specjalista od symboli, Robert Langot przyjeżdża na zaproszenie  paryskiego uniwersytetu, aby przeprowadzić wykład. Tego samego dnia miał również spotkać się z cenionym kustoszem muzeum w Luwrze, który podziela jego zainteresowania. Jednak do spotkania nie dochodzi, ponieważ francuz pada ofiarą morderstwa. Wszystkie oskarżenia padają na głównego bohatera, gdyż między innymi to on jest teoretyczną osobą, która ostatnia widziała ofiarę. W winę Langona nie wierzy jedynie wnuczka zamordowanego, Sophie Nevou, kryptolog i agentka policji.
Zaczyna się pościg, dzięki któremu bohaterowie odkrywają tajemnice tajnych stowarzyszeń oraz legendarnego Świętego Graala.


“Kod Leonarda da Vinci”, mimo że nie jest najnowszą książką, nie traci na popularności. Znana jest także ekranizacja z Tomem Hanksem. Książka wywołuje również burze ze względu na swoją religijną tematykę. Szczerze mówiąc, nie zwracałam uwagi na tę kontrowersyjną stronę. Uwielbiam historię, a czytanie  jej w powieściach sprawia mi ogromną radość, nawet kiedy utwór zalicza się do fikcji literackiej (jak w tym przypadku).

czwartek, 3 sierpnia 2017

44. Chemik



Autor: Stephenie Meyer
Tytuł: Chemik
Liczba stron: 568
Wydawnictwo: Edipresse Polska S.A.
Kategoria: Thriller
Wydanie: 11 kwietnia 2017

Alex kiedyś była tajną agentką bardzo tajemniczej agencji rządowej. Była, ponieważ trzy lata wcześniej próbowano ją zabić. Teraz ukrywa się w neutralnych miejscowościach, zmieniając swoją tożsamość jak rękawiczki. Jednak pewnego dnia były kolega z pracy kontaktuje się z dziewczyną w sprawie nowego oraz bardzo ważnego zlecenia. Po głębszej analizie Alex zgadza się na układ, który pozwoli jej odzyskać wolność. Z tego powodu porywa mężczyznę, pracownika mafii meksykańskiej. Problem zaczyna się w momencie, kiedy do dziewczyny zaczyna docierać, że jej więzień nie jest tym, za kogo uznała go agencja.

Stephenie Meyer raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Wszyscy znają sagę „Zmierzch”, chociażby z filmu. Sama zapoznałam się z twórczością tej autorki dopiero podczas „Intruza”, który według mnie nie był zły. O dziwo nie przeczytałam jeszcze książek o wampirach i zwykłej dziewczynie Belli, ale podejrzewam, że raczej się to nie zmieni. Natomiast sięgnęłam po najnowszą części pani Meyer. Czy jest ona dobra? Ma swoje mocne i słabe strony.

Pierwsze co się rzuca po przeczytaniu pierwszych stron to myśl „Gdzie są istoty nadprzyrodzone?”. Większość książek tej autorki są związane z fantastyką czy science fiction. Natomiast ten utwór nie ma ani wampirów, ani kosmitów. Pani Meyer postanowiła zmienić kierunek swoich dzieł, jednak niestety wszystko sprowadza się do wątków miłosnych. Był on dla mnie lekkim nieporozumieniem, zważając na postacie, które w żaden sposób do siebie nie pasowały. Myślę, że jeśli autorka skroiłaby ten wątek, efekt zmieniłby się na lepsze. Natomiast na plus wyszła fabuła niebezpiecznego życia Alex. Było to znacznie ciekawsze oraz szybciej się czytało tego typu wydarzenia. Nie mogę powiedzieć, że te klimaty były oryginalne oraz treść powalała z krzesła, ale lekkość pióra autorki i szybkość akcji sprawiały, że nie mogłam oderwać się od książki.

Niestety, ale najgorsze w książce są postacie. Autorka ewidentnie miała jakiś zamiar co do nich, jednak efekt był odwrotny. W szczególności zaznaczam tu osobę Daniela Beacha, czyli porwanego. Pani Meyer nagromadziła w mężczyźnie tyle dobrych cech, że stało się to niesmaczne. Altruista, kochający bliskich, wybacza wszystkim złe uczynki i koszmarnie mdły. Chce wszystkim w koło pomagać, chociaż zdaje sobie sprawę, że nie podoła. Czasami miałam wrażenie, że to tylko maska i zaraz się pokaże jako pomocnik „tych złych”. Niestety, ale tak się nie stało. Do samego końca był mdłym Danielem. Totalnym przeciwieństwem tej papki ciepłego kisielu jest jego brat bliźniak Kevin. Szczerze mówiąc, wyobraziłam go sobie jako Bruce’a Willisa ze „Szklanej pułapki”. Znacznie bardziej go polubiłam niż Daniela, choć nie jest to moja miłość życia. No i jako wisienkę na koniec zostawiłam sobie główną bohaterkę. Dziewczyna do pierwszej połowy zachowuje się jak psychopatka. Dodatkowo posiada duże ilości płynów do zabijania. Nikt normalny nie chciałby z nią przebywać. Przez swoje ucieczki ciągle jest poobijana i połamała. Jednak jej siła woli sprawia, że się nie poddaje. Natomiast od drugiej połowy jej myśli są zaprzątane miłością do Daniela. Znacznie polubiłam Alex z pierwszej części. Jest intrygująca, ale także bardzo niebezpieczna. I z tego też powodu wielkim nieporozumieniem jest połączenie Daniela i Alex. Ta para jest taka inna, że nie rozumiem, jakim cudem zakochali się w sobie. W tym przypadku „miłość jest dziwna” najbardziej odpowiada.



Gdyby autorka skupiła się bardziej na wątkach thrillera, byłabym bardziej usatysfakcjonowana.  Niestety tak się nie stało i myślę, że w przypadku pani Meyer nigdy nie stanie. A szkoda, bo książka miała potencjał. Sam utwór nie był zły. Jednak nie był też dobry. Na moje szczęście nie oczekiwałam czegoś wybitnego.  

Moja ocena: 6/10 

czwartek, 27 lipca 2017

43. Confess

 

Autor: Coleen Hoover
Tytuł: Confess
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Otwarte
Kategoria: Romans
Wydanie: 10 maja 2017  


Auburn mieszka w znienawidzonym Dallas i szuka dodatkowej pracy. Dodatkowo wszystko w jej życiu powoduje, że czuje się samotna. Pewnego dnia wracając do domu, natrafia na ogłoszenie o pomoc. Okazuje się, że młody malarz Owen pilnie potrzebuje asystentki do sprzedaży jego obrazów przy najbliższej aukcji. Dzieła te są bardzo popularne, ze względu na inspirację autora, którymi są wyznania anonimowych ludzi. Spotkanie to spowoduje, że dwoje młodych ludzi zauroczy się w sobie. Jednak przeciwności losu nie będę dawały parze szans.

Jak wspominałam już przy innej recenzji, uwielbiam twórczość pani Hoover. Bardzo lubię te książki, mimo że są one bardzo luźne i czasem naiwne. Naturalną więc rzeczą było, że przeczytałam najnowsze w Polsce dzieło tej autorki. Na wstępie tylko powiem, iż się nie zawiodłam.

Wbrew pozorom polubiłam głównych bohaterów. Auburn to młoda kobieta, która musi liczyć tak naprawdę na siebie. Podejmuje każdą swoją decyzję, aby osiągnąć jeden cel. Nikt ją nie wspiera, a nawet jest często poniżana. Jedyne oparcie znajduje w postaci Owena. Natomiast młody artysta to sympatyczny i przyjacielski chłopak. Poczucie winy i miłość do ojca powodują, że wpada w tarapaty. Jednak nowo poznana dziewczyna powoduje chęć walki o przyszłość i miłość. Owena nie da się nie polubić. Czarnymi charakterami tej powieści są Trey oraz jego matka. Wykorzystują dziewczynę dla swoich korzyści i samopoczucia. W tym przypadku autorce  udało się wykreować podłe postacie. Od pierwszych stron nie polubiłam ich. 

Głównymi wątkami książki są typowe w twórczości Hoover problemy społeczne. Jednym z nich jest kwestia uzależnień. Niestety uważam, że mógł być rozwinięty trochę bardziej. Głównie skupiono się na zagadnieniach dziewczyny, a historia chłopaka mogła również wiele zaoferować.  Niewątpliwym plusem książki była sztuka. Bardzo spodobał mi się pomysł na obrazy zainspirowane przez wyznania. Element ten jest niecodzienny, ale i ciekawy. Dodatkowym atutem było przedstawienie danych malowideł. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ zawsze przy opisie dzieła nie zawsze wyobrażam sobie tak, jak powinno być. Poza tym obrazy naprawdę mi się podobają.

Mimo uwielbienia pióra Coleen Hoover zauważyłam wiele elementów powtarzanych w utworach. Pierwszym i najczęstszym jest wygląd głównego bohatera. ZAWSZE jest on ciemnowłosym przystojniakiem, który ma świetnie wyrzeźbione ciało. Dodatkowo jest przyjacielski i mimo tajemnic, bardzo kochany. Nie przypominam sobie, aby w jakichkolwiek utworach nie było, chociażby blondyna. Drugim elementem jest temat raka. Pojawia się on dość często (nie będę zdradzać gdzie, kto czytał, ten wie). W sumie jest on mi obojętny, jednak zauważalny. Poza tym mniej lub więcej razy bohaterowie związani są z jakąś gałęzią artystyczną.

„Confess” mimo mojego całego subiektywizmu jest naprawdę przyciągająca. Historia jest ciekawa, bohaterowie sympatyczni, a niektóre elementy dosyć interesujące. Szczerze polecam miłośnikom romansów, książek Hoover i poszukiwaczom lekkiej lektury. 


Moja ocena: 7/10 

czwartek, 20 lipca 2017

42. Wiktoria




Autor: Daisy Goodwin
Tytuł: Wiktoria
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: MARGINESY
Kategoria: Historyczna
Wydanie: 22 lutego 2017

 Aleksandryna Wiktoria, kilka miesięcy po swoich osiemnastych urodzinach zostaje królową. Tym samym przestaje być kierowana przez jej matkę i  sir Johna Conroy’a. Jako swojego sojusznika i przyjaciela ma jedynie premiera, co nikomu się nie podoba ze względu na jego styl życia. Jednak wszystko kieruje się do początkowo niechcianych zaręczyn pomiędzy Wiktorią, a jej kuzynem Albertem.

Książkę „Wiktoria” napisała producentka serialu o tym samym tytule, który w bliskim czasie był kręcony. Początkowo myślałam, że będzie to jakaś typowo historyczna książka z wiadomościami o Królowej Wielkiej Brytanii. Jednak, kiedy poznałam fakt o pani Goodwin oraz przeczytałam kilka rozdziałów, zdałam sobie sprawę, że się myliłam. Tak naprawdę jest to romans lub literatura kobieca o perypetiach młodej królowej i jej psa u boku. Nie wiem, czy Wiktoria Hanowerska była taka jak w tej książce (będę musiała doczytać), jednak jeśli tak, to współczuje wszystkim, co ją otaczali. Dziewczyna zachowywała się jakby cała monarchia nie była tak ważna, jak jej uczucia i zachcianki. Lekkomyślność Wiktorii w pewnym momencie zaczęła mnie denerwować. Mimo to najbardziej irytowała mnie jej matka i sir Conroy. Ta dwójka w swoim samolubstwie przebija wszystkich. Kobiecie zależało bardziej na mężczyźnie niż na córce oraz na pieniądzach na sukienki. Conroy natomiast sprytnie manipulował księżną, aby osiągnąć swoje ambitne plany. Szczerze mówiąc, najbardziej polubiłam księcia Alberta, który niestety pojawił się tak naprawdę na koniec książki. Urzekła mnie w nim szczerość i brak nienaturalnej wesołości. Wyróżniał się w tym sztucznym dworze.



Mimo lekkiego stylu i wielu wątków miałam wrażenie, że książka była przegadana. Została podzielona na cztery części z czołowymi wydarzeniami, lecz dla mnie wystarczyłyby dwa podziały. Niektóre w niej rzeczy po prostu były zbędne. Przy takim rozwiązaniu utwór straciłby na stronach, ale mimo wszystko dla mnie byłby lepszy. Rozumiem jednak, że książka miała w miarę zgadzać się z serialem, którego niestety jeszcze nie oglądałam.

Trzeba też powiedzieć, że mimo duże ilości wątków, to tak naprawdę wszystko sprowadzał się do komplikacji, które powodowały rozpacz Wiktorii i lorda Melbourne. Trzy czwarte książki ukazuję nieszczęśliwą miłość pary. Jednak po pojawieniu się Alberta, dziewczyna przestała zwracać uwagę na premiera. Przedstawiono tym Królową niestabilną w swoich uczuciach.


Książka jest niewątpliwie ciekawa, lecz tylko dla wielbicieli romansu i literatury kobiecej. Miłośnicy historii mogą odstawić tę książkę po krótkim czasie. Osobiście będę szukać innego utworu o wielkiej Królowej, bo niestety ten nie zaspokoił mojej ciekawości.   


Moja ocena: 5/10

niedziela, 16 lipca 2017

41. Skrawki błękitu




Autor: Lois Lowry
Tytuł: Skrawki błękitu
Seria: Dawca
Liczba stron: 289
Wydawnictwo: Galeria książki
Kategoria: Fantastyka
Wydanie: 19 listopada 2014  


Kira żyje w brutalnym i nikczemnym świecie. Każdy musi być zdrowy fizycznie, aby spełniać swoje obowiązki względem społeczeństwa, czyli pracą na roli lub innych miejscach dających pożywienie. Problem w tym, że dziewczyna jest niepełnosprawna, ma wykręconą nogę. Nie podoba się to nikomu, zwłaszcza miejscowym kobietom. Normalnie zostałaby wyrzucona na Pole, cmentarz i przestrzeń do umierania dla chorych, starych i niepełnosprawnych w jednym, lecz miłość matki i wpływy dziadka nie pozwoliły na taki przebieg spraw. Jednak rodzicielka Kiry umiera. Dziewczyna traci tym samym swoje bezpieczeństwo. Wkrótce zostaje postawiona przed sąd, ponieważ chciwe kobiety chcą jej ziemi i jednocześnie śmierci. Kira jednak ma talent hafciarski. Dlatego też, zamiast umrzeć, zostaje zatrudniona do naprawy Szaty Śpiewaka, ważną w miejskiej uroczystości. Z czasem okazuje się, że nie tylko dlatego dziewczyna otrzymała swoje stanowisko.  


Prawie rok temu na biedronkowej wyprzedaży zakupiłam pierwszą część tej serii. Przyznam, że byłam pozytywnie zaskoczona tą utopią. I tak po tym czasie natrafiłam na „Skrawki błękitu”.  Miałam co do niej duże oczekiwania. Chciałam utworu podobnego do pierwszej części lub nawet lepszej. No i się trochę przeliczyłam.

Pierwsze co się rzuca, po przeczytaniu pierwszych stron jest świat przedstawiony. Występuje tu straszna brutalność. Nikt nie ma szacunku, rodzice nie kochają swoich dzieci i ciągle za coś ich biją oraz tworzą zwierzęce zagrody, aby im nie pouciekały. Każdy jest zazdrosny i zawistny. Szczęście jest czymś nieznanym. Utwór ukazuje straszną dystopię, która na każdym kroku przeraża jeszcze bardziej. Niestety taki obraz świata niezbyt mi się spodobał. Wiem, że w naszym życiu spotykamy takie zachowania, jednak nie są one tak brutalne. Po prosty świat mnie nie przekonał.

Kolejną rzeczą jest główna bohaterka, która jest tak naiwna, że aż boli. To taka postać, co po uratowaniu jest w stu procentach lojalna, nawet jak widzi wyrządzane zło i sprzeczność ze swoimi poglądami. Czarno na białym miała pokazane, jaką postacią jest jej opiekun, niektórych rozwiązań tajemnic miała pod nosem, a mimo to ona machnęła ręką i dalej była wierna i wymazywała prawdę. Uważała się już za dorosłą, ale ja mam co do tego wątpliwości. Poza tym autorka totalnie rozczarowała mnie tworząc zakończenie. Altruizm i pomysł Kiry był tak głupi i naiwny, że gdyby książka nie była z biblioteki, to bym nią rzuciła o ścianę. Dziewczyna znajduje się w moim „Top Głupich Bohaterek”.  Podobnie bierną postacią jest Thomas. On również wiedział, że coś nie gra, ale zamykał oczy i miał to gdzieś. Kiedy już miałam nadzieje, że w chłopaku zachodzi zmiana… powracał do starych nawyków i bierności. Trzecią postacią wyróżniającą się w „Skrawkach błękitu” jest Matt. Młodszy przyjaciel Kiry to kolejny bohater, który działał mi na nerwach. Ciągle psotny, (podobno) zabawny i przyjacielsko nastawiony do Kiry i Thomasa, za każdym razem, kiedy się pojawiał, to drażnił mnie. Postać ta ciągle chciała pokazywać wszystkim swoją odwagę i chyba to najbardziej nie polubiłam. 

Następną rzeczą drażniącą mnie w książce była gwara ludzi z Mokradeł. Czytało mi się ją źle i za każdym razem przewracałam oczami. Chyba jest to kolejna przyczyna, dlaczego nie lubię Matta (chłopak pochodzi z Mokradeł). Do samego stylu autorki nie mam nic do zarzucenia. Szybko się czyta, jest lekki i w pełni zrozumiały. Poza tym pani Lowry nie dodawała przydługich, nikomu potrzebnych opisów.  Myślę nawet, że styl to największy atut „Skrawków błękitu”.  Po przeczytaniu „Dawcy” można zauważyć, że „nicią łączącą”  dwóch części (zapewne także reszty) jest kolor, a zwłaszcza niebieski. Czy ten zabieg jest potrzebny? Myślę, że tak. Scala on ze sobą książki, które zasadniczo fabułą nie są ze sobą związane.


Od książki oczekiwałam dużo i jak to zwykle bywa, zawiodłam się. I szczerze mówiąc, jeśli ktoś jest po prostu ciekawy tej serii to śmiało, niech czyta. Jednak ogólnie, gdyby po prostu szukał jakiejś lektury, to skłaniam do poszukania czegoś innego. 

Moja ocena: 4/10 


środa, 12 lipca 2017

40. Dziecko Odyna







Autor: Siri Pettersen
Tytuł: Dziecko Odyna
Seria: Krucze pierścienie
Liczba stron: 648
Wydawnictwo: Rebis
Kategoria: Fantastyka
Wydanie: 17 maja 2016

Od dłuższego czasu miałam ogromną chęć przeczytać „Dziecko Odyna”. Jednak zawsze jakoś się składało, że była jedynie na mojej liście do przeczytania. Lecz wzięłam się w końcu i oto jest ten wpis.

Hirka od zawsze wyróżniała się od innych. Jako jedyna nie ma ogona ani nie pobiera Evny – tajemniczej i silnej energii dającej wielką moc. Początkowo myśli, że jest to spowodowane ugryzieniem wilka, ale w końcu prawdę wyjawia jej ojciec. Okazuje się, że znalazł ją w śniegu na kamiennym kręgu, kiedy to przybyła ze swojego świata i przez 15 lat wychowywał tak, aby nikt nie odkrył prawdy. Jako Zgnilizne,  Hirke czeka śmierć ze strony ætlingów. Jednak lata mijają, a dziewczyna musi odbyć obowiązkowy Rytuał. Przystąpienie do niego będzie miało druzgocące konsekwencje. Z odsieczą przychodzi Rime, przyjaciel z dzieciństwa, który pochodzi z bogatego i starego rodu An-Elderinów będącego w Radzie, organie zarządzającym krainą. Chłopakowi nie podoba się otaczający go świat i w ramach buntu zostawia swoje dziedzictwo i przyszłość na rzecz Cichych Cienie, czyli tajnych wojowników wykonujących rozkazy Widzącego – Boga i Rady.

W pewnym sensie jest to nowość na rynku fantastyki. Historia opiera się na mitologii nordyckiej, a to rzadkość. Pani Pettersen pochodzi z Norwegii, więc wprowadziła do książki folklor skandynawski. Uważam, że zostało to świetnie zrobione, przez co fabuła i klimat wiele zyskały.
Akcja w książce jest dosyć wartka. Bohaterowie przechodzą z jednych wydarzeń do drugich, jednak wszystko sprowadza się go głównego tematu, czyli odmienności dziewczyny. Podobało mi się również, że autorka ukazała trochę brutalności krainy. W przedstawionym światku do osiągnięcia celu nikt nie wacha się zabijać, czy wyrządzać innych krzywd. Mimo to występują również przyjazne relacje m.in. między Rimem a Hirką. Ich przyjaźni nic i nikt nie jest w stanie rozerwać. Naturalnie w tym wszystkim zrodzi się miłość, ale jej naturalność i brak zagęszczenia spowodował, że nie jest ona męcząca. Cieszę się także z małej ilości opisów przyrody. Nie cierpię ich, bo przez to zawsze dłuży mi się czytanie.  Natomiast autorka trochę przesadziła z przedstawieniem przeżyć bohaterów. Niektóre były po prostu zbędne.

Moje serce wśród bohaterów zaskrobił sobie Rime. Młody mężczyzna walczy o to, co jest dla niego najważniejsze, czyli wiara i Hirka. Dodatkowo ukazano go, jako bardzo sympatyczną osobę, mającą szacunek do każdego. No i przy tych idealnych cechach ma też ciemne sprawki. Natomiast Hirka praktycznie do końca wydała mi się strasznie naiwna. Ślepo wierzyła w coś, co z góry było skazane na klęskę. Mimo że była już bezpieczna, wracała z powrotem. W pewnych decyzjach zadawałam pytanie „Boże, co ty robisz?”. Świetnym bohaterem był również Urd, czyli czarny charakter utworu. Pokazano go jako najbardziej dwulicowego mężczyznę w całej krainie. Każde jego działanie, dobre czy złe, miało mu pomóc w osiągnięciu swojego celu. Miał wielki talent strategiczny. Znał słabe punkty Rady i umiał je idealnie wykorzystać. Ostatnio lepiej mi się czyta historię złych postaci i Urd jest jedną z takich osób.


Siri Pettersen „Dzieckiem Odyna” zadebiutowała jako autorka książek. Uważam, że jest to bardzo dobry początek w tej karierze. Dzieło jest świetne i daje świeżość w fantastyce. Z wielką chęcią sięgnę po kontynuacje, bo jestem bardzo ciekawa dalszych losów Hirki i Rimego. 


Moja ocena: 7/10 



piątek, 7 lipca 2017

39. Cztery sekundy do stracenia






Autor: K.A. Tucker
Tytuł: Cztery sekundy do stracenia
Seria: Ten Tiny Breaths
Liczba stron: 556
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: Young Adult, New Adult
Wydanie: 11 marca 2015


Od pewnego czasu chciałam przeczytać coś autorstwa pani Tucker. Więc kiedy w mojej bibliotece miejskiej spostrzegłam jeden z egzemplarzy serii .... natychmiast go wypożyczyłam. Naturalnie jak to ze mną bywa, nie czytałam po kolei. Ta książka jest 3 częścią tego cyklu. Na szczęście każde z nich nie ma ze sobą nic wspólnego.

Cain Ford jest właścicielem klubu ze striptizem w Miami. Jednak po latach jego prowadzenia praca stała się męcząca i nużąca. Mimo to nie zamierza niczego zmieniać, gdyż na cel swojego życia obrał sobie ratowanie dziewczyn z trudnych sytuacji. Misja oraz tragiczne wydarzenie sprzed lat powoduje brak szczęścia w miłości. Pewnego dnia za namową najlepszej koleżanki, Cain przyjmuje do pracy Charlie Rourke. Dziewczyna ma jednak swoje sekrety, które z całą pewnością nie są legalne. Aby odciąć się od takiego życia, musi zarobić pieniądze na ucieczkę. Jednak wbrew postanowień obojga, rodzi się uczucie.


Chyba jednym z największych plusów tego utworu jest fabuła. W większości romansów nie spotyka się, by bohaterowie żyli w świecie erotycznym lub przestępczym. Jednak większą uwagę skupiono na tym drugim. Całą książkę czyta się szybko i łatwo mimo dużej ilości stron, a przy tym historia jest na prawdę wciągająca. Sama czytałam ją przez jeden dzień. Utwór naturalnie jak to w romansach został podzielony na dwie perspektywy: Caina i Charlie. W tym przypadku jednak było to konieczne ze względu na tajemnice i światy bohaterów.

Życie głównych bohaterów było na tyle ciekawe oraz ich charaktery w miarę niedenerwujące, że nawet ich polubiłam. Cain, mimo że jest właścicielem klubu ze striptizem, nie traktuje kobiet tam pracujących przedmiotowo. Również nie ma zamiaru korzystać z ich usług tak jak inni szefowie tego typu miejsc. Jest czuły na bezpieczeństwo innych, a zwłaszcza swoich przyjaciół. Charlie natomiast gra w niebezpieczne gry ze swoim ojczymem. Jestem jednak w szoku, że tak późno zorientowała się w swojej przeszłości, jak zarabia jej opiekun. Nie wiem dlaczego, ale nie polubiłam Ginger, przyjaciółkę tej pary. Zachowywała się jak na prawdziwą bliską przystało oraz była bardzo szalona, jednak ja jakoś jej nie trawie.

Niewątpliwym rozczarowaniem było dla mnie zakończenie. Po przedstawionym przez autorkę świecie przestępczym i zachowaniach ojczyma dziewczyny oczekiwałam porwań, pościgów, czy coś w tym stylu. Niestety niczego takiego nie ma. Natomiast jest przesłodzony powrót obojga kochanków i kolorowe życie razem. Pewien wątek przypomniał mi nawet reklamę samochodu i właściciela z tatuażem imienia swojej ex. Mam nadzieje, że tym nie zaspoilerowałam nikomu.
Myślę, że mimo wszystko książka jest warta polecenia. Większa część bardzo mi się podobała i dlatego z chęcią sięgnę po inne części tej serii. Mam jednak nadzieje, że nie będzie tam cukierkowego zakończenia
Moja ocena: 6/10